Szpitalna gra pozorów

szpital1Kilkakrotnie pisałem już o kłopotach powiatowej służby zdrowia i niemrawych działaniach lewicowego starosty Krzysztofa Malczewskiego. Wskazywałem, że pod płaszczykiem pomocy szpitalowi Zarząd Powiatu pokrywa w części własne braki finansowe, a i tak to co pozostaje idzie jedynie na pokrycie bieżących długów, nie zaś na inwestycje i faktyczną modernizację obu powiatowych szpitali.

Pisałem, że bez realnego programu naprawczego nie wyprowadzimy ich na prostą. Pisałem, że takimi pozorowanymi działaniami nieuchronnie brniemy ku przepaści i coraz większym kłopotom. My pisaliśmy, a pan starosta robił swoje i wybrał łatwiejszą, choć zupełnie nieskuteczną, drogę, byleby dotrwać do wyborów.

szpital_dlugi1
Minął rok i fiasko tamtych działań zostało obnażone w całej okazałości. Banialuki opowiadane dwanaście miesięcy temu wzbogaciły powiatowy dorobek propagandowy, a szpitale stoczyły się bliżej dna. Dzisiaj znowu zatroskany starosta obawia się o powiatową służbę zdrowia, jak mało kto. Znowu chce pomagać i uzdrawiać, ale jak? Tego dalej nie wie. Ogranicza się do wzywania do solidaryzmu i współodpowiedzialności. Straszy czarną wizją upadku powiatowej służby zdrowia. Nie mówi jednak, co zrobił przez ten kolejny rok czekania na cud. Jako rasowy lewicowiec powinien przecież wiedzieć, że cuda nie przychodzą same od siebie, że trzeba je wspomóc, by nie powiedzieć – wywołać. A co on zrobił? Ubolewał i nawoływał? I to wszystko? Czy tego oczekujemy od starosty i jego aparatu biurokratycznego?

Dzisiaj zarówno czeladzki jak i będziński szpital czekają bardzo trudne decyzje. Zadłużenie sięgnęło 45.878.138 zł i stale się zwiększa. Dość powiedzieć, że stanowi ono aż 80% wszystkich rocznych przychodów. Na dodatek, przychody te też stale się zmniejszają na skutek utraty kilku kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia. Planu dalej nie ma. Co prawda, gdzieś w szpitalnych korytarzach zaczyna się mówić o likwidacji i prywatyzacji, ale czy to prawda? Nawet tego nie da się ustalić. Pan starosta milczy i czeka, jednak już nie na cud, ale na wybory i niepamięć wyborców.

Reklamy