A ścieki wciąż płyną

Jak pech, to pech – myśli zapewne ojciec naszego miasta, kiedy wspomina wiosenny spływ kajakowy Brynicą zorganizowany przez radnego Stanisław Pisarka. Ten niepokorny osobnik, tak zupełnie przez przypadek, płynąc w doborowym towarzystwie, odkrył, że na Józefowie bardzo śmierdzi. Krótka analiza wykazała, że fetor rozchodzi się z wylotu odprowadzającego wody kopalniane. Problem w tym, że tego dnia Spółka Restrukturyzacji Kopalń wody nie odprowadzała. Wylot powinien być zatem suchy. Ku zaskoczeniu uczestników spływu z betonowej rury sączyło się coś w kolorze burym rozsiewające smród nie do opisania.

Pan Stanisław rozpoczął śledztwo. Uruchomił Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego, a ten wszystkie gminy w okolicy. Wydawało się, że niebawem zostanie ujawniony ostatni truciciel, a Brynica odetchnie. Nie spodziewał się jednak, że jego odkrycie zostanie potraktowane jako niebyłe. Nikt nie przyznał się do zbrodni, a pan inspektor rozłożył ręce w geście niemocy. Wyszło na to, że uczestnicy spływu byli w błędzie i smród sfermentowanych odchodów pomylili z wonią wiosennych kwiatków. Choć to jest możliwe, to jednak nie przekonało to ciekawskiego radnego. Rozpoczął śledztwo na własną rękę.


Według jego obserwacji, ścieki komunalne płyną korytem odwadniającym wody kopalniane z Centralnego Zakładu Odwadniania Kopalń w Czeladzi. Poziom wody w korycie jest bardzo zmienny i uzależniony od tego, czy wody dołowe są pompowane, czy też nie. Różnicę poziomu wody w korycie dobrze uwydatniają załączone fotografie. Na własne zlecenie dokonał pomiarów parametrów wody w korycie w okresie między pompowaniami. Analiza wykazała wysokie stężenia substancji charakterystycznych dla ścieków komunalnych. Najwyżej położonym miejscem, w którym stwierdził wypływ ścieków, okazał wylot z kolektora kopalnianego do rowu odwadniającego. Jest mało prawdopodobne, aby to SRK odprowadzała ścieki komunalne do własnego kolektora. Ich ilość wskazuje na znacznie większego „dostawcę”. Nie jest wykluczone, że pochodzą one z rejonu ul. Betonowej i są odprowadzane układem pompowym Zakładu Inżynierii Komunalnej do kolektora CZOK. Wymaga to jednak wizji lokalnej i precyzyjnego ustalenia faktów. Wystarczy wyjść zatem w teren, otworzyć studnie rewizyjne i określić miejsce dopływu. Niby proste, ale dla władz miejskich niemożliwe do wykonania. Lepiej przecież udawać, że radny się myli i spać spokojnie. Wiadomo jest jednak, że spokoju nie będzie. Sprawa stała się głośna i musi zostać rozwiązana.


Po kolejnych interpelacjach radnych „Nowej Czeladzi” burmistrz, choć nie do końca, ale przyznał, że jest to jednak sprawka jego służb, a nie mitycznych nieznanych sprawców. Ba, okazało się, „że w celu rozdzielenia ścieków sanitarnych od deszczowych Zakład Inżynierii Komunalnej Sp. z o.o. w Czeladzi zlecił opracowanie projektu sieci kanalizacji sanitarnej i wodociągowej dla osiedla przy ul. Betonowej”. To cieszy. Ale swoją drogą nigdy nie zrozumiem, dlaczego autorytarne władze zawsze mają problem z przyznaniem racji innym. W tym przypadku połączone siły opozycji odniosły sukces. Smrodliwy problem zostanie już niebawem rozwiązany (takie są zapewnienia). Tylko, czy musiało to się to stać w tak śmierdzącej atmosferze?

Reklamy